Facebook Twitter RSS
 
 
Home » Facebook » Greenpeace vs Shell, czyli komunikacyjny walkower dla ekologów
formats

Greenpeace vs Shell, czyli komunikacyjny walkower dla ekologów

Published on Lipiec 20th, 2012

Łukasz Dąbrowski, Account Manager Monday PR

Niezależnie od tego co sądzimy o ekologach i ich działaniach, jedno trzeba przyznać ponad wszelką wątpliwość – są mistrzami PR-u. W ostatnich dniach otrzymaliśmy kolejny przykład na potwierdzenie tej tezy.

Oto bowiem Greenpeace przyznał się do stworzenia „fake’owej” strony internetowej arcticready.com, łudząco podobnej do strony koncernu paliwowego Shell. Strona pozwalała odwiedzającym ją osobom na stworzenie za pomocą specjalnego szablonu plakatów anty-reklamowych, nawiązujących do kampanii Shella „Let’s go”. Oczywiście po to, by wyrazić dezaprobatę wobec planów wydobycia przez Shell ropy w Arktyce. No i się zaczęło: Facebook, Twitter, po prostu modelowy viral. Pełen sukces Greenpeace.

Źródło: www.arcticready.com

Źródło: www.arcticready.com

Źródło: www.arcticready.com

Źródło: www.arcticready.com

Co na to Shell? Zapowiedział, że… nie pozwie Greenpeace do sądu. I tyle.

O ile decyzja o niewytaczaniu procesu wydaje się słuszna (byłaby świetnym pretekstem dla Greenpeace do podjęcia kolejnych działań przeciwko Shellowi, na zasadzie: zła korporacja ciąga po sądach walczących o dobro świata ekologów), to generalnie bierna postawa koncernu, zwłaszcza na polu komunikacyjnym, może dziwić. To kolejny przypadek, kiedy aż prosi się o kontrkampanię. Od lat bowiem ton w dyskusji o sposobach wykorzystania energii narzucają ekolodzy, którzy – powtórzmy po raz kolejny – w mistrzowski sposób realizują swoje cele komunikacyjne. Ale trzeba przyznać, że mają ułatwione zadanie w sytuacji, gdy druga strona (w tym przypadku Shell, ale może to być niemal każdy inny koncern energetyczny) w zasadzie poddaje się bez walki.

Brakuje dobrze przeprowadzonej kampanii informacyjnej, tłumaczącej, że o ile wydobycie ropy, gazu ale także energetyka atomowa, pociągają za sobą negatywne skutki dla środowiska, to póki co nie ma dla tych źródeł energii sensownej (czytaj – efektywnej ekonomicznie) alternatywy. Taka kampania skierowana do zwykłych konsumentów, tłumacząca im, że mają następujący wybór: płacić więcej za zieloną energię albo płacić mniej za energię konwencjonalną sprawiłaby, że hasła ekologów (dla jednych szczytne, dla innych – po prostu naiwne) trafiałyby na mniej podatny grunt. Tym bardziej, że – o czym nie należy zapominać – niektóre rozwiązania proponowane przez ekologów, jak choćby farmy wiatraków, również nie pozostają bez negatywnego wpływu na środowisko. (Trzymając się konwencji narzuconej prze Greenpeace, można pokusić się o hasło: „Stawiacie wiatraki, mordujecie ptaki” ).

Być może sytuację zmieni kampania informacyjna dotycząca energetyki jądrowej, jaka ma być przeprowadzona w Polsce. I nie chodzi o to, żeby opowiadać się po stronie złych koncernów, ale o to, żeby w debacie publicznej sprawy, które nie są jednoznaczne, nie były przedstawiane jako czarno-białe. Ludzie mają prawo wiedzieć, jakie mają opcje. I jeśli możemy mówić o misji PR-u, to właśnie w ten sposób trzeba ją postrzegać.

 
PODYSKUTUJ!