Facebook Twitter RSS
 
 
Home » Social Media » Viewer discretion is advised, czyli serialowy zawrót głowy
formats

Viewer discretion is advised, czyli serialowy zawrót głowy

Published on Styczeń 19th, 2015
Marta Szydlik, Junior Account Manager

Marta Szydlik, Junior Accout Manager

Nie ma tygodnia w biurze, kiedy nie dyskutowalibyśmy o finałowych odcinkach, nowych sezonach czy niespodziewanych zwrotach akcji, a ktoś nie musiałby w popłochu przed spoilerami opuszczać pokoju. Tak, oglądamy seriale. Wy też oglądacie.

Jeszcze parę lat temu po takim coming oucie można było liczyć jedynie na uśmiech politowania ze strony znajomych. M jak miłość, Moda na sukces? Teraz seriale to zupełnie inna bajka. Dzisiejsze produkcje telewizyjne swoimi budżetami i obsadą spokojnie dorównują filmom z Hollywood. Dla aktorów rola w serialu nie jest już chwytaniem się brzytwy. Przeciwnie – to szansa na zdobycie jeszcze większej popularności. Kevin Spacey, Sean Bean, Kevin Bacon, Clive Owen… Znane nazwiska moglibyśmy wymieniać długo.

Co zatem stoi za sukcesem seriali, że wszyscy potraciliśmy dla nich głowy? Dobra produkcja i scenariusze, krótki czas trwania (no, chyba że w szale oglądamy hurtowo cały sezon, o czym orientujemy się przypadkiem… po ośmiu godzinach), fabuła pozwalająca lepiej poznać bohaterów. I wisienka na torcie – komunikacja twórców z widzami, która nie ogranicza się jedynie do wysyłki TV Guide’om skrótów najbliższych odcinków.

2eca2449adb2e6f293eb32d826267630_534x3264

Producenci fandomom

Seriale zadomowiły się w social media na dobre. Profile prowadzone są przez profesjonalistów, a nie jak kiedyś – fanów. Angażujący content i niestandardowe akcje społecznościowe pozwalają utrzymać zaangażowanie widzów na stale wysokim poziomie i raz po raz wywoływać w sieci niesamowity buzz (zainteresowanych statystykami popularności poszczególnych serialowych fanpage’y odsyłam tu).

I tak serialowe lajki zbiera się już nie tylko memami (w produkcji tychże przodują jednak fandomy ze swoimi własnymi Tumblrami) i postami przypominającymi o nadchodzącym premierowym odcinku. Dość wspomnieć popularność prostej aplikacji, w której fani Breaking Bad mogli sobie „ugotować” cover photo z charakterystycznymi elementami z tablicy Mendelejewa. Podczas emisji serialu Bones fani mogą na bieżąco rozwiązywać zagadki i aktywnie konwersować z adminami na Twitterze. Glee ma swoją nawet własną Facebookową gazetę. Z kolei fani serialu Vikings udostępniali posty na Twitterze, Instagramie oraz Facebooku, aby poznać datę premiery drugiego sezonu. Proste, a działa!

— Vikings on HISTORY (@HistoryVikings) December 6, 2013

 

Social media pozwalają widzom zbliżyć się do swoich idoli, co producenci seriali skrzętnie wykorzystują do odpowiedniego podgrzania atmosfery, raz po raz rzucając w sieć „cukierki”, jakimi są ekskluzywne treści – wywiady, filmy behind the scenes czy produkcje okolicznościowe. Nie mogłabym nie wspomnieć w tym momencie absolutnie fenomenalnej czołówki programu kulinarnego „Cooking with Hannibal”, która pojawiła się na Facebooku w ramach promocji drugiego sezonu serialu o słynnym geniuszu-kanibalu:

Czy świątecznej piosenki prosto z więzienia w Litchfield (czyli od ekipy serialu Orange is the new black).

Powyższe przykłady to jednak pikuś w porównaniu ze specjalnym odcinkiem zwiastującym trzeci sezon brytyjskiego Sherlocka, który fani mogli obejrzeć tylko poprzez aplikację BBC iPlayer i na kanale YouTube. Na YT ma on już blisko 7 mln odtworzeń. Nic dziwnego więc, że tweet Marka Gatissa (współodpowiedzialnego za produkcję Sherlocka) okrążył świat z prędkością światła i wywołał więcej zamieszania niż wahania franka:

Tak, kolejny odcinek specjalny Sherlocka naprawdę się kręci!

Tak, kolejny odcinek specjalny Sherlocka naprawdę się kręci!

Oczywiście nie tylko Gatiss ćwierka. Świetnie robi to też np. George RR Martin (jakby na to nie patrzeć, jest przecież odpowiedzialny za Grę o tron), raz po raz strasząc, że zabije wszystkich swoich bohaterów (choć wielu ich już nie zostało).

124

Świat na Facebooku i Twitterze oczywiście się nie kończy. Do gry wchodzą nowe społecznościówki, a profesjonaliści z branży rozrywkowej doskonale wiedzą, co jest aktualnie popularne wśród ich audytorium i jak to wykorzystać. Świetną akcję promocyjną czwartego sezonu The Walking Dead przeprowadzono w Nowej Zelandii, wykorzystując prosty mechanizm działania randkowej aplikacji Tinder. Wyniki są powalające:

 

Niezwykle modny wśród młodzieży Snapchat nie pozostaje w tyle, choć z początku aplikacja do przesyłania zdjęć, które bezpowrotnie znikają po kilku sekundach, mogłaby się wydawać trudna do zagospodarowania. Tam rządzą dziewczyny, czyli Girls – stale dostarczając swoim fanom najświeższe newsy i mniej oficjalne zdjęcia z planu. Potencjał Snapchata wykorzystali w stu procentach twórcy serialu Pretty Little Liars (a raczej ich partner sponsorski – Audi). Na Snapchacie Audi zamieszczano nie tylko ekskluzywnych treści, ale także graficzne wskazówki do nadchodzących epizodów, podgrzewając atmosferę przed premierą nowego sezonu. Na marginesie, ta (moim zdaniem) jedna z najlepszych socialowych kampanii zeszłego roku zdobyła w efekcie 115 tysięcy obserwujących profil na Snapchacie, 10 mln odsłon snapów i ponad 187 tysięcy screenów, które zasiliły potem Internet. Dobrze opisane case study znajdziecie tutaj: http://hugeinc.com/case-study/audi-and-pretty-little-liars

Oraz fani producentom

Seriale są obecne w social media, a czy społeczności w serialach też? A jakże! „The Empty Hearse”, czyli pierwszy odcinek trzeciego sezonu Sherlocka był ukłonem dla fandomu, który przez rok przerwy pomiędzy sezonami stworzył naprawdę dużo teorii, jakim cudem Sherlock przeżył skok z dachu. Twórcy nie tylko przenieśli niektóre żywcem do serialu, ale i wpletli w serial hashtag: #sherlocklives.

Przykłady udanej komunikacji producentów seriali z widzami można mnożyć i wymieniać w nieskończoność. Dzięki takim kampaniom socialowym produkcje telewizyjne zbyt szybko nam się nie znudzą. I dobrze, bo co my byśmy bez nich zrobili – czytali książki? ;)

 
PODYSKUTUJ!